czwartek, listopada 30, 2006

O tym czy życie małych musi być pieskie...
Pittsburgh Post Gazette poinformowała o wygranej małego wytwórcy zabawek dla psów z Las Vegas Haute Diggity Dog. Sprawa jest nie byłaby tak ciekawa, gdyby nie fakt, że przedsiębiorca z Vegas wygrał z gigantem LVMH Moet Hennessy Louis Vuitton. Spór dotyczył nazwy jednej z zabawek dla psów - Chewy Vuion. Paryski Louis Vuitton próbował powtrzymać przeciwnika przed, uznanym za naruszenie znaku towarowego, używaniem wymyślonego określenia. W przypadku Louisa Vuitton nie jest to nic nadzwyczajnego, jako że przedsiębiorca ten rozpoczał podobno około 18 tys. takich małych batalii w obronie swoich praw do znaków towarowych. W tym wypadku warto zwrócić uwagę na zastosowanie się do znowelizowanego U.S. Federal Trademark Dilution Act z października 2006 r., który generalnie miał dać większe możliwości ochrony znaków towarowych zagrożonych tzw. rozmyciem, obniżając wymagania udowodnienia rozmiaru wyrządzonej szkody. Jednakże sąd federalny w Virginii uznał, iż parodia nazwy giganta nie spowoduje mylenia przez konsumentów obu nazw, tym samym przychylając się do racj pozwanego. W cytowanym artykule można znaleźć kilka ciekawych spraw dotyczących problemu tzw. dilution. Oczywiście z przyjemnością czekam na rozwój wydarzań w przypadku innych nazw używanych przez Haute Diggity Dog, a mogą być równie ciekawe jak tu opisane... Co stanie się z: "Jimmy Chew," "Dog Perignon," "Chewnel .5", "Sniffany & Co."?

środa, listopada 29, 2006


Za seriwsem eBook.pl (link) warto przytoczyć informację o wyroku jaki wydał Niemiecki sąd na rzecz Google:

Google wygrywa bitwę w Niemczech

Niemiecki sąd uznał, że Google nie narusza niemieckiego prawa autorskiego, skanując książki i udostępniając ich fragmenty w swojej wyszukiwarce Google Books Search.

Google zostało pozwane przez niemieckiego wydawcę Wissenschaftliche Buchgesellschaft.

Decyzja niemieckiego sądu nie ma jednak wpływu na decyzje sądów w innych europejskich krajach gdzie toczą się podobne sprawy. We Francji, grupa wydawnicza Le Martiniere żąda od Google 128,000$ za każdy tytuł udostępniony w Google Books Serach. Biorąc pod uwagą klimat jaki panuje we Francji dookoła Google, wygranie tej sprawy może być przez Google o wiele trudniejsze.


Zamknięty krąg "open source"?
Ostatnimi czasy na blogach internetowych możemy znaleźć liczne posty dotyczące nie tyle użycia licencji "open source", ale samego terminu. Wśród debatujących największe emocje budzi działalność Open Source Initiative (OSI). Od 1998 wspomniana organizacja non-profit stara się promować określoną definicję licencji open source, przyjmując, że musi spełniać ona podstawowe warunki, z którymi można się zapoznać zaglądając na stronę OSI. Dodatkowo, nie mogąc zarejetrować zwrotu "open source" jako znaku towarowego (ze względu na jego opisowość), OSI postanowiło stworzyć własny system certyfikacji. I na tym tle zawiązała się ciekawa dyskusja m.in. między Ross'em Mayfield'em (Socialtext) i David'em Berlind'em (ZDNet), którzy rozważają podstawy i zasadność funkcjonowania OSI na przykładzie produktów Socialtext oraz SugarCRM. Są to spółki, które mają na celu promowanie określonych produktów służących do rozwoju technik komunikacji z klientami, jak i wewnątrz zakładów pracy. Opierają one swoje działanie na licencjach, które określają jako "open source". Jednakże czy ich licencje open source są licencjami open source, a także czy są licencjami open source w rozumieniu OSI - o tym można przeczytać na cytowanych stronach...

Szperając na stronie Ministerstwa Sprawiedliwości znalazłem materiały ze szkolenia przygotowanego dla sędziów i prokuratorów w zakresie europejskiej współpracy w ochronie praw własności intelektualnej.

Materiały znajdują się pod adresem
http://www.ms.gov.pl/ue_koop/materialy.shtml

Ich zakres obejmuje następujące problemy
1. Cywilne aspekty ochrony praw autorskich i praw pokrewnych
2. Cywilne i administracyjne aspekty ochrony praw własności przemysłowej
3. Karne aspekty ochrony praw własności intelektualnej
4. Studia porównawcze na temat zatrzymania na granicy (czasowe zabezpieczenie dowodów), współpraca ze służbami celnymi i innymi organami służby granicznej
5. Ochrona prawna dzieł obcego pochodzenia w Polsce
6. Wyczerpanie ochrony praw własności przemysłowej na podstawie polskich regulacji prawnych
7. Znaki towarowe i ich ochrona
8. Zabezpieczenie roszczeń i ochrona praw własności intelektualnej w zakresie programów komputerowych i elektronicznych baz danych, nowe pola eksploatacji (Internet, przekaz satelitarny, retransmisja kablowa) oraz zagadnienia związane z tematem
9. Relacje pomiędzy systemami ochrony praw własności intelektualnej (prawo europejskie, konwencje międzynarodowe)
Konkurs na plakat związany z IP

Urząd Patentowy RP ogłasza IV edycję konkursu na plakat o tematyce związanej z ochroną własności przemysłowej. Prace można zgłaszać do 4 grudnia. Regulamin konkursu znajduje się na stronie Urzędu Patentowego (link). Przy okazji warto zobaczyć plakaty, które zwyciężyły w poprzednich edycjach (link).

Za serwisem http://www.naukawpolsce.pap.pl/
Czy można opatentować człowieka?

O tym, czy można opatentować ludzkie ciało lub jego fragmenty, a także czym jest patent, wynalazek i własność intelektualna, rozmawiano podczas rozpoczętej w czwartek 16 listopada dwudniowej konferencji "Własność przemysłowa w biotechnologii". Wzięli w niej udział naukowcy, prawnicy oraz przedstawiciele polskiego i duńskiego urzędu patentowego.

W ostatnich latach obserwujemy ogromny postęp nauk biotechnologicznych, co przenosi się na ilość powstających bioproduktów (biofarmaceutyków, testów genetycznych, biomateriałów, biożywności oraz biopaliw). Proces uzyskania patentu na produkt biotechnologiczny jest bardzo długotrwały, kosztowny i ryzykowny. Trwa ponad 10 lat, pochłania nawet do miliarda dolarów, a tylko jeden na 10 tys. powstałych produktów zostaje opatentowany i wprowadzony do produkcji.

W krajach Unii Europejskiej dopuszcza się jednak produkcję tzw. generyków, czyli ekwiwalentów oryginalnych lekarstw, o zbliżonym do nich składzie chemicznym. Generyki pozbawione są ochrony patentowej, a przez to znacznie tańsze.

Wraz z rozwojem współczesnej biotechnologii pojawił się problem etyki w prawie patentowym. Zgodnie z nim ochroną nie może być objęte rozwiązanie sprzeczne z obowiązującymi normami moralnymi i porządkiem publicznym.

Np. liczne produkty biotechnologiczne (np. chimeryczne myszy, modyfikowane roślin i syntetyczne hormonów ludzkie) nie są rejestrowane przez urzędy z powodu niedopuszczalnych prób zmonopolizowania materiału genetycznego, czy zagrożeń dla środowiska naturalnego i ewolucji oraz naruszanie godności istoty ludzkiej.

We wszystkich krajach Unii Europejskiej istnieje prawo zabraniające patentowania ciała ludzkiego, ale dopuszcza patentowanie jego fragmentów. Kilka lat temu opatentowano komórki wyizolowane z organizmów jednego z plemion zamieszkujących Papuę Nową Gwineę, które sprzyjały powstaniu rzadkiej choroby genetycznej. Przyczyniło się to do uzyskania wyłączności do badań nad tym zagadnieniem.

Rozwój biotechnologii w połączeniu z normami etycznymi doprowadził do powstania licznych prawno-patentowych konfliktów i nieścisłości, które na razie pozostają nie rozwiązane i leżą w gestii poszczególnych urzędów patentowych.

Centralnym organem udzielającym patentów oraz wszelkich praw ochronnych na wynalazki, wzory użytkowe i znaki towarowe w naszym kraju jest Urząd Patentowy Rzeczypospolitej Polskiej. Czas trwania patentu wynosi w naszym kraju 20 lat od daty zarejestrowania. Ochrona wynalazków leczniczych i produktów ochrony roślin może zostać przedłużona o kolejnych pięć lat ze względu na długi proces poprzedzający wprowadzenie wynalazku do użycia.

Jednak odsetek Polaków zgłaszających się do urzędów patentowych jest bardzo niewielki, głównie ze względu na ograniczenie finansowe i kosztowne procedury rejestracyjne. "Planowane są jednak zmiany prawne, które już od przyszłego roku umożliwią polskim badaczom na ubieganie się o refundację kosztów patentowych, a więc procedur zgłoszeniowych i rejestracyjnych oraz pomocy rzecznika patentowego", zapowiedziała prezes Urzędu Patentowego RP, Alicja Adamczak.

PAP - Nauka w Polsce, Katarzyna Pawłowska

Na stronach portalu o2.pl pojawiła się informacja o akcji policji przeciw piratom komputerowym. I bardzo dobrze. Im więcej osób będzie miało legalne oprogramowanie, tym tańsze ono będzie.

Jastrzębscy policjanci zarekwirowali w ostatnich dniach prawie sto komputerów z nielegalnym oprogramowaniem. Pukają do drzwi na osiedlach, pokazują nakazy prokuratorskie i konfiskują sprzęt - pisze "Dziennik Zachodni".

Komputery tracą uczniowie, studenci, zdarzają się też handlarze pirackimi płytami. Na czarną listę trafiło ponad stu kolejnych mieszkańców, którzy w ostatnim czasie zainstalowali sobie "piraty". Wkrótce policjanci zapukają także do ich drzwi.

Posiadacz nielegalnego oprogramowania nie zna dnia ani godziny - potwierdza nadkom. Piotr Bieniak z zespołu prasowego KWP. Kiedy po Jastrzębiu rozniosła się wieść, że konfiskują sprzęt z nielegalnym oprogramowaniem, rodzice zaczęli kontrolować komputery swoich dzieci.

W jastrzębskiej komendzie trzeba było wygospodarować pomieszczenie, do którego trafia zarekwirowany sprzęt. W tej chwili to kilkadziesiąt komputerów. Na kontrolę czeka kolejne 200 maszyn. Akcja zatacza coraz szersze kręgi.

- Dzisiaj Jastrzębie, jutro być może inne miasto. Ktoś, kto ma w domu nielegalne oprogramowanie musi się liczyć z tym, że pewnego dnia policjant zapuka do jego drzwi - mówi tajemniczo nadkom. Piotr Bieniak z zespołu prasowego KWP.

Jak się tłumaczą przyłapani na piractwie? - Zrzucają winę na nieświadomość. Mówią, że skoro kupowali komputer w sklepie, to mieli nadzieję, że zainstalowano im legalny program - wyjaśnia Bronisław Wójcik, rzecznik prasowy jastrzębskiej policji.

(PAP)

wtorek, listopada 28, 2006


spotkanie koła

W piątek 1 grudnia odbędzie się spotkanie koła z mgr Piotrem Wasilewskim z Instytutu Prawa Własności Intelektualnej UJ. (link) Będzie to inauguracyjne spotkanie serii grudniowych prelekcji na temat licencji. Nasz pierwszy gość będzie miał wykład na temat licencji typu Open Content. Część z Was zapewne pamięta jego doskonałą prezentację licencji Creative Commons z zeszłorocznej konferencji w Szczecinie. Jest więc okazja by posłuchać specjalisty bez ruszania się z Gdańska. Co więcej, po zakończonym wykładzie przewidzieliśmy pół godziny na dyskusję. Wierzę, że w razie potrzeby uda się ten czas wydłużyć ;)

Spotkanie odbędzie się w sali 1039 (WPiA) o godzinie 15:00! Serdecznie zapraszamy wszystkich zainteresowanych tematem - także spoza koła. Agitujcie śmiało wśród znajomych :)
Komunizm nadal straszy!

Oto co rysownicy z http://www.modernhummorsit.com/, mają do powiedzenia na temat polityki RIAA (amerykańska organizacja zbiorowego zarządzania na rynku muzycznym) dotyczącej ściągania muzyki w sieci oraz kształtowania słusznych postaw obywatelskich wobec tego procederu:



Dokładne informacje na temat pracy RIAA można znaleźć na stronie: http://www.riaa.com/default.asp

Creative Commons Deed
"OZZ, DRM i CC - trójkąt
bermudzki prawa autorskiego"


Spotkanie odbędzie się 30 listopada (czwartek)
o godzinie 18.30 w sali 3.4 Collegium Iuridicum II na ulicy Lipowej 4.

Gościem spotkania będzie Pan Krzysztof Siewicz z kancelarii prawnej Grynhoff, Woźny i Wspólnicy. Jest absolwentem Wydziału Prawa UW jak i programu LLM na Central European
University w Budapeszcie. Obecnie doktoryzuje się na uniwersytecie w Leiden w Holandii i pełni funkcję koordynatora prawnego Creative Commons Polska.

Brzmi ciekawie.
Może akurat będziecie w Warszawie...

sobota, listopada 25, 2006

Z ciekawostek dotyczących znaków towarowych

Trafiłam ostatnio na ciekawą sprawę, która chociaż nigdy nie trafiła do sądu daje do myślenia. Historia ta zaczyna się 16 maja 1984 roku, wtedy to, bowiem znana wszystkim sieć McDonald’s złożyła wniosek o zarejestrowanie graficznego przedstawienie słowa „McJobs” jako znaku graficznego (nr rejestracji w Amerykańskim Urzędzie Patentowym: 1358485). W 1992 urząd uznał znak za „martwy” i znak przestał być objęty ochroną, McDonald’s ponowił jednak rejestrację, tym razem wniósł jednak o zastrzeżenie samego słowa (1358486). Określenie to miało się odnosić do szkolenia osób niepełnosprawnych na pracowników restauracji („training handicapped persons as restaurant employees”)
Tymczasem do języka potocznego weszło to samo określenie, funkcjonujące również w liczbie pojedynczej, którym posługiwano się na oznaczenie niskopłatnej i mało prestiżowej pracy, która wymaga niewielu umiejętności i nie stwarza szans robienia dalszej kariery.
Właśnie w takim znaczeniu słowo to pojawiło się w 2003 roku w najnowszym wydaniu słownika Merriam-Webster wywołując natychmiastową reakcję prawników McDonald’s, którzy zagrozili, że w związku z podobieństwem tego słowa do posiadanego przez nich znaku towarowego, mogą skierować sprawę na drogę sądową (zapewne chodziłoby tutaj o naruszenie znaku towarowego znane w USA jako tarnishment). Merriam-Webster co prawda usunął hasło ze swej strony reklamowej, jednak z umieszczenia słowa jako hasła w słowniku nie zrezygnował. Co ciekawe już w 1997 roku to samo hasło planowali włączyć do swego słownika autorzy tworzący Oxford English Dictionary, jednak wycofali się z tego pomysłu właśnie z obawy przed reakcją sieci fast- foodów.
McDonald’s nigdy nie wniósł żadnego pozwu w tej sprawie, a hasło McJob, o czym można się naocznie przekonać choćby na stronie http://www.merriam-webster.com/ , funkcjonuje bez przeszkód. McDonald’s obrał inną drogę, obecnie zamiast zmieniać hasło w słownikach, sięga do źródeł, z których te czerpią, a więc usiłuje zmienić znaczenie słowa w ludzkiej mentalności. Temu właśnie ma służyć zainaugurowana w tym roku kampania „Not bad for a McJob” („Nieźle, jak na McPracę”). Czy kampania okaże się skuteczna? Na pewno nie dowiemy się tego jutro czy za miesiąc. Język kształtuje się latami i nie poddaje się tak łatwo manipulacji. Dość boleśnie przekonują się o tym, choć w związku z odrobinę innym problemem, potentaci w swoich dziedzinach tacy jak Xerox, czy Google. Jak widac popularność ma też swoje złe strony...

środa, listopada 22, 2006


Kultura 2.0
Media - sztuka - dziedzictwo

Cyfrowy wymiar przyszłości


Szykuje się kolejna konferencja.

Miejsce: Warszawa.

Główne hasła:
konwergencja, dziedzictwo, twórczość i uczestnictwo, przyszłość.

Postawione pytania:
- Jaka przyszłość czeka media?
- Jak będziemy tworzyć i uczestniczyć w kulturze?
- Jak tworzyć i pielęgnować cyfrowe dziedzictwo kulturowe?
- Jak zarządzać kulturą?
- Jak prowadzić politykę kulturalną?

Udział: bezpłatny, należy się jedynie zarejestrować (link niżej).


Program konferencji:
Konferencja składać się będzie z czterech bloków tematycznych:
Konwergencja
Dziedzictwo
Twórczość i uczestnictwo
Przyszłość


Środa 6 grudnia 2006 r., przed południem
temat wiodący: konwergencja
sesję prowadzi: Edwin Bendyk
wykład inaugurujący: „Netokraci – władcy świata po rewolucji interaktywnej
gość specjalny: Alexander Bard, Szwecja1. „Konwergencja po polsku” – prezentacja najnowszych projektów multimedialnych najważniejszych polskich instytucji medialno-kulturalnych: TVP, ITI i Onet.
2. „Pierwsze, nie szkodzić” – dyskusja panelowa na temat regulowania nowego rynku telekomunikacyjno-medialnego.

Środa 6 grudnia 2006 r., po południu
temat wiodący: dziedzictwo
sesję prowadzą: Justyna Hofmokl i Alek Tarkowski
wykład wprowadzający: „Creative Archive: otwarty dostęp do treści w BBC
gość specjalny: Paul Gerhardt, Anglia, kierownik projektu Creative Archive w BBC
1. „Cyfrowe dziedzictwo w Polsce” - prezentacja głównych problemów
a) archiwa audiowizualne
b) muzea
c) biblioteki
d) dystrybucja poprzez Internet
e) perspektywa twórcy
3. Debata: „Cyfrowe dziedzictwo: chronić czy udostępniać?”

Czwartek 7 grudnia 2006 r., przed południem

temat wiodący: twórczość i uczestnictwo
sesję prowadzi: Mirosław Filiciak
wykład wprowadzający: „Kultura partycypacji”, Rob van Kranenburg, Holandia1. „Kod Wiedźmina”: rozmowę prof. Wojciecha Burszty z gościem specjalnym, Andrzejem Sapkowskim, Polska
2. Pejzaż polskiej kultury popularnej: Mariusz Czubaj rozmawia z twórcami komiksu i animacji.
3. „The Wicher” czyli globalny wymiar „Wiedźmina” - prezentacja największego polskiego projektu multimedialnego, gry komputerowej „The Wicher” CD Projekt opartej na prozie Andrzeja Sapkowskiego.
2. Debata: „Czy polska kultura popularna ma szansę na globalnym rynku?”

Czwartek 7 grudnia 2006 r., po południu
temat wiodący: przyszłość
sesję prowadzi Jacek Żakowski
wykład wprowadzający: „Witajcie w kulturze konwergencji
gość specjalny: prof. Henry Jenkins, USA, Massachusetts Institute of Technology
1. Prezentacja tez raportu „Kultura 2.0; Media, sztuka, dziedzictwo – cyfrowy wymiar przyszłości”, Edwin Bendyk
1. Przepustka do Kultury 2.0 czyli prezentacja wyników badań socjologicznych przeprowadzonych przez firmę Ericsson, analizujących sposoby wykorzystania technologii cyfrowych przez Polaków.
3. Debata „Cyfrowa przyszłość: zagrożenie czy szansa dla polskiej kultury?” Tezy do debaty przedstawi prof. Kazimierz Krzysztofek.

Link do rejestracji:
http://kultura20.pl/kultura/pl/show/10/index.html

Więcej na stronie www.kultura20.pl
Free Hugs
Prawie trzy lata temu pewien mieszkaniec Sydney zdecydował, że jeden dzień w tygodniu będzie spędzał w ruchliwym centrum handlowym rozdając darmowe uściski. Pewnego razu na mężczyzna z kartką „free hugs” natknął się tam lider młodego australijskiego zespoły Sick Puppies. Zainspirowany reakcją ludzi na uśmiechniętego przytulacza, nagrał piosenkę, a teledysk do niej nakręcił właśnie w tym centrum handlowym obrazując „pracę” człowieka przytulanki, a przy okazji również zbieranie podpisów pod petycją do władz Sydney, które uznały rozdawanie uścisków za tak niebezpieczne, że trzeba do tego mieć ubezpieczenie od odpowiedzialności cywilnej. Sick Puppies zrezygnowało ze standardowych kanałów dystrybucji i umieściło filmik w serwisie YouTube, gdzie jak do tej pory obejrzało go 6,716,415 osób (dane z godziny 7.15). Mnożą się też tzw. „responses” (filmy inspirowane teledyskiem), a cała akcja darmowych uścisków zatacza coraz szersze kręgi i coraz więcej ludzi przyłącza się do fali szerzenia życzliwości przez przytulanie. Natomiast sam zespół zyskuje coraz większą sławę i obecnie przeniósł się do Los Angeles.
No dobrze, ale co to ma wspólnego z prawem własności intelektualnej. Zapewne jest tam wiele zagadnień z tego zakresu, można by się np. zastanowić w jakim stopniu i do kogo należą prawa autorskie z tytułu teledysku... można, ale nie o to chodzi. Istotne jest to, że na naszych oczach zupełnie zmienia się rynek mediów i nie ma co próbować tych zmian zatrzymywać, gdyż nie tyle są nieuniknione, co już właściwie zaszły. A ten jakże uroczy przykład pokazuje ile dobrego ze sobą niosą.
Nakręcony w jeden dzień teledysk i napisana przez jedna noc piosenka pozwoliły wybić się nieznanej grupie i czerpać zyski ze swojej działalności, chociaż nie bezpośrednio z teledysku. Co więcej, trudno podejrzewać by celem grupy było wyłącznie osiągnięcie profitów finansowych. Inspiracją była pewna idea, którą umieszczenie utworu w Internecie miało pomóc promować. Człowiek ma w sobie potrzebę tworzenia, zupełnie nie związaną z potrzebą zarabiania pieniędzy, jest gotów bezinteresownie poświęcić czas i pieniądze dla krzewienia czegoś co jego zdaniem jest wartościowe. To co zbiorczo nazywa się nowoczesnymi technologiami pozwala mu tę potrzebę łatwiej zaspokoić, poprzez zmniejszenie kosztów i udostępnienie platformy, przez którą mógłby się podzielić swą kreatywnością z innymi. Co jak widać na powyższym przykładzie wcale czerpania zysków nie wyklucza.
Przyłączając się, więc do kampanii obiecuje, że każdy kto się do mnie zgłosi może liczyć na darmowy uścisk. Tak jak za darmo można znaleźć teledysk Sick Puppies pod adresem http://www.youtube.com/watch?v=vr3x_RRJdd4 , a pełną historię człowieka, który by jak sam mówi „by zobaczyć, jak ludzie się uśmiechają i jak są szczęśliwi” wyszedł na ulicę i zaczął rozdawać darmowe uściski na stronie http://www.youtube.com/watch?v=9AdQo1qBy1E&mode=related&search=%20

UNIVERSAL MUSIC
vs
MySpace

Największy światowy koncern muzyczny, Universal Music Group, pozwał serwis MySpace.

Główny zarzut dotyczy możliwości zamieszczania przez użytkowników piosenek i wideo objętych prawami autorskimi na łamach serwisu.

Umieszczonymi na MySpace treściami internauci mogą się następnie dzielić, przyczyniając się tym samym do ogromnych strat wytwórni. Univeral Music uważa, że ową możliwością serwis zachęca internautów do tej nielegalnej działalności.

Postęowanie sądowe zostało wszczęte mimo faktu, iż ostatnio MySpace wprowadził technologię, która uniemożliwia zamieszczanie na jego łamach treści chronionych prawami autorskimi.

Universal Music Group podkreśla, że nie chcieli pozywać MySpace a liczyli na podpisanie umowy, takiej jaką mają już z YouTube.

MySpace broni się, że zachęca jedynie użytkowników do dzielenia się własną twórczością. Nie zachęcają ani nie nakłaniają do łamania przez nich prawa.

Jako że popularność społecznościowych serwisów wideo rośnie, ochrona pracy artystów staje się coraz poważeniejszym i trudniejszym do rozwiązania problemem.


Źródło: BizReport

wtorek, listopada 21, 2006

<-IP->
PIRACKI Wiedźmin




Fot. Wojciech Orliński


"Pierwyj raz wiżu. Gdie moje diengi?"
- zawołał Andrzej Sapkowski, podpisując ukraińskiemu czytelnikowi pirackie wydanie książki o wiedźminie.
Bitwa o godło

Manfred Jansen biznesmen z Karlsruhe (miasto w zachodniej częśći Niemiec) zrobił interes życia.Tak dwa lata temu o posunięciu tego przedsiębiorcy informowała światowa prasa. Udało mu się zastrzec znaki , którymi okazały się godło Niemieckiej Republiki Demokratycznej(młot i kompas w żytniej koronie), symbol enerdowskiej służby bezpieczeństwa(Stasi) i komunistycznej organizacji młodzieżowej (FDJ), a także inne symbole byłych Niemiec wschodnich zjednoczonych z zachodem w paźdź. 1990. Niemiecki urząd patentowy z siedzibą w Monachium zarejestrowal znaki. Kosztowało to Jansena 300 EURO. W związku z tym, że produkty z godłem NRD we wschodniej części kraju widoczne są na: papierosach, artykułach spożywczych, szalikach piłkarskich, biżuterii itd. Wydawało się ,że Jansen poprzez zawieranie umów licencyjnych, zapewni sobie stałe źródło dochodów (chętnych z całą pewnością by nie zabrakło). Jednak tuż po tym jak udało mu się zarejestrować znaki zaczęły pojawiać się głosy oburzenia i żądania, aby zrezygnował z nabytych praw. Argumenty były rozmaite. Począwszy od takich ,iż rejestracja godła jest naruszeniem praw jego rzekomego twórcy Heinza Behlinga (zmarł w 2003 r. I dlatego w jego imieniu Mathias Oehme, dyrektor wydawnictwa we wschodniej części Niemiec zapowiedział, że poda sprawę do sądu, gdyż rejestracja godła przez biznesmena jest, jego zdaniem, w sprzeczności z prawami autorskimi Heinza Behlinga, który zaprojektował godło w latach pięćdziesiątych), skończywszy na takich, iż Jansen we wschodnich Niemczech był tylko dwa razy, więc nie powinien rościć sobie prawa do godła kraju z którym tak niewiele miał wspólnego. Jansen oczywiście odpierał te zarzuty "Jestem pewien, że na wschodzie są osoby, które postąpiłyby tak samo, gdyby przyszło im to do głowy" powiedział, podkreślając jednocześnie, że jego posunięcie było czysto handlowe i nie miało żadnego podtekstu politycznego. Również niemicki urząd patentowy był zdania, że każdy miał prawo do rejestracji tych znaków. Takie stanowisko jest uzasadnione, co prawda wg prawa międzynarodowego symbole państw są chronione przez artykuł 6 Konwencji Paryskiej i nie mogą być zarejestrowane jako znaki towarowe, jednakże artykuł ten wspomina tylko o państwach, które są stronami konwencji. Republika Narodowo Demokratyczna nie istnieje od kilkunastu lat. Nic nie stoi zatem na przeszkodzie, aby jej symbole zostały zarejestrowane jako znaki towarowe. Spór znalazł swój finał w sądzie. W grudniu 2004 r. Sąd w Hamburgu utrzymał w mocy decyzję urzędu patentowego przyznającą prawa do godła i innych symboli, poddając w wątpliwość fakt, iż Heinz Behling jest rzeczywistym twórcą godła. Od tamtego momentu sprawą godła media przestały się interesować (dlatego trudno mi było znaleźć jakiekolwiek późniejsze informacje na ten temat). Dopiero w Wikipedii przypadkiem przeczytałem, że decyzja o przyznaniu biznesmenowi praw ochronnych na znaki towarowe przez niemiecki urząd patentowy została ostatecznie unieważniona (a więc poprzedni wyrok sądu nie był prawomocny). Uzasadnieniem nowego wyroku był argument, iż symbole powinny być wspólnym znakiem rozpoznawczym towarów i usług z regionów wschodnich obecnej Republiki Federalnej Niemiec.

źródło: Reuters

poniedziałek, listopada 20, 2006

Z ciekawostek dotyczących znaków towarowych

Znana wszystkim nazwa coca-cola, po raz pierwszy została zarejestrowana w amerykańskim urzędzie patentowym 31 stycznia 1893 roku przez Asa Candlera, który za 2300 dolarów nabył pięcioletnie wtedy przedsiębiorstwo od wynalazcy napoju Johna S. Pembertona . Obecnie znakami towarowymi są też miedzy innymi czcionka (cały napis), charakterystyczna "wstązka" znajdująca się pod napisem, a nawet kształt butelki (mający nawiązywać do kształtu orzeszka coli i zarejestrowany jako trójwymiarowy znak towarowy w 1977 roku). Logo coca-coli jest dzis rozpoznawane przez 98% ludzi na całym swiecie.
Publikowanie fotografi archiwalnych cz.3

obowiązki producenta i wydawcy

Producent lub wydawca zobowiązany jest dołożyć wszelkich starań, aby ustalić sytuację prawną związaną ze zdjęciem które ma zamiar opublikować. W przypadku gdy autorskie prawa majątkowe do fotografi objęte są ochroną, obowiązki producenta lub wydawcy wynikają z umowy zawartej z ich właścicielem. Gdy jednak autorskie prawa majątkowe wygasły obowiązki producenta i wydawcy reguluje art. 40 UPA. Nakłada on obowiązek uiszczania stosownej opłaty na rzecz Funduszu Promocji Twórczości. Zgodnie z rozporządzeniem Ministra Kultury z 24 lutego 2003 roku (Dz.U. z 10.III.2003) jest to 5% brutto ze sprzedaży egzemplarzy tych utowrów. Ze względu jednak na specyfikę publikowania zdjęć należy wyróżnić dwie okoliczności ujęcia ich w utworze

a) cały utwór składa się z fotografii. Może to być w szczególności album fotograficzny. W takim przypadku wartość 5% brutto liczy się od całej ceny sprzedaży egzemplarzy tego utworu.

b) utwór składa się między innymi z fotografii. Między innymi będzie to artykuł, lub książka ilustrowane zdjęciami. W takim przypadku oblicza się stosunek w jakim arkusz drukarski zajęty jest przez wspomniane zdjęcia. Następnie kwotę 5% brutto ze sprzedaży egzemplarzy utworu mnożymy przez procent arkuszy drukarskich ilustrowanych zdjęciami. Należy pamiętać, że opłata na rzecz Funduszu Promocji Twórczości nie dotyczy tylko zdjęć, ale wszelkich utworów do których wygasły autorskie prawa majątkowe. Tak więc przy obliczaniu wpłaty na rzecz Funduszu nie można pominąć procentu arkuszy zajmowanych przez inne utowry o wygasłych autorsich prawach majątkowych. Należy pamiętać także iż obliczając procent powierzchni arkusza drukarskiego zajmowanego przez zdjęcia nie bierzemy pod uwagę powierzchni zajmowanej przez szatę graficzną utworu końcowego. Zasady te obowiązują od 1 kwietnia 2003 roku.

Zgodnie z UPA wpłaty na rzecz Funduszu Promocji Twórczości powinny być uiszczane do końca miesiąca następującego po końcu kwartału w którym uzyskano wpływ ze sprzedaży. Od zasady tej istnieje jednak wyjątek, dla producentów i wydawców którzy osiągają niskie wpływy ze sprzedaży utworu. Zgodnie z tym wyjątkiem, jeśli wpływ ze sprzedaży nie przekroczy równowartości tysiąca Euro, wpłata może być uiszczona tylko raz w roku. Pieniądze przekazuje się na konto Funduszu w NBP.
Ministerstwo Kultury
Biuro Dyrektora Generalnego
Fundusz Promocji Twórczości
Narodowy Bank Polski O/O Warszawa
82 1010 1010 0010 4918 9850 0000


Wpłaty na rzecz Funduszu Promocji Twórczości są jedynie środkiem do realizacji celu. Pozwolę sobie więc napisać kilka słów na temat tego czym jest ten Fundusz i jakie cele realizuje za pomocą środków zgromadzonych na swoim koncie.

Fundusz Promocji Twórczości jest państwowym funduszem działającym od 1994 roku w ramach Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Jego obsługą zajmuje się obecnie Departamentu Sztuki i Promocji Twórczości. Jego działalność reguluje rozdział 13 UPA, oraz rozporządzenie Ministra Kultury z 17 stycznia 2003 roku o podmiotach uprawnionych do występowania z wnioskiem o przyznanie środków z Funduszu Promocji Twórczości oraz wymogi formalne, jakim powinien odpowiadać ten wniosek(Dz.U. nr 13 z 2003 r., poz. 134). Środki zgromadzone przez Fundusz (dodam, że nie są to tylko środki z wpłat o jakich mowa w tym tekście, ale także z innych źródeł wymienionych w art.112 UPA) wydatkowane są na trzy cele

a) stypednia dla twórców - są to stypendia rozdzielane raz w roku na podstawie decyzji Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Wniosek o przyznanie stypendium należy złożyć do dnia 30 marca każdego roku. Następnie jest on opiniowany przez specjalną komisję stypendialną. Wnioskodawcą może być każdy kto posiada dorobek artystyczny lub naukowy. Ubieganie się o stypendium z Funduszu Promocji Twórczości jest niemożliwe, jeśli twórca ubiega się o stypendium ze środków budżetowych. Ostateczną decyzję w sprawie przyznania stypendium podejmuje Minister. Możne on przydzielić stypendia kwartalne, półroczne, lub roczne. Wypłacane są one raz w miesiącu, począwszy od 1 lipca. W 2006 roku przyznano trzy stypendia roczne i czterdzieści jeden stypendiów półrocznych.

b) pomoc socjalną dla twórców - udzielana na wniosek twórcy. Nie udało mi się ustalić jakie kryteria musi spełniać twórca by otrzymać taką pomoc. Wniosek ropiniowany jest przez Komisję do spraw opiniowania wniosków o pokrycie w całości lub w części kosztów wydań utworów o szczególnym znaczeniu dla kultury i nauki polskiej oraz wydań dla niewidomych, a także o przyznanie pomocy socjalnej dla twórców ze środków Funduszu Promocji Twórczości dwa razy w roku. Ostateczną decyzję podejmuje jednak Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

c) pokrycie w całości lub w części kosztów wydań utworów o szczególnym znaczeniu dla kultury i nauki polskiej oraz wydań dla niewidomych - udzielane na wniosek wydawcy, lub producenta. Wniosek opiniowany jest przez Komisję do spraw opiniowania wniosków o pokrycie w całości lub w części kosztów wydań utworów o szczególnym znaczeniu dla kultury i nauki polskiej oraz wydań dla niewidomych, a także o przyznanie pomocy socjalnej dla twórców ze środków Funduszu Promocji Twórczości raz w roku. Ostateczną decyzję podejmuje jednak Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

W skład wspomnianej Komisji wchodzi sekretarz Komisji Elżbieta Kroszczyńska, oraz Jan Czykwin, Adolf Kuhnemann, Ewa Rojewska, Janusz Maciejewski, Krzysztof Gąsiorowski, Zofia Beszczyńska, Eugeniusz Kabatc, Rafał Grupiński, Jacek Sieradzki, Liliana Bardijewska, Barbara Borys Damięcka, Daniel Szczechura, Marcel Łoziński, Maciej Nowak, prof. Wojciech Muller, Andrzej Newelski, Mieczysław Welter, Monika Szewczyk, Mariusz Knorowski, Anna Stepnowska, Jan Stanisław Wojciechowski, prof. Jacek Dyrzyński, Zbigniew Tomaszczuk, Jerzy Jasieńko, Bożena Steinborn, Dorota Folga Januszewska, prof. Wiesław Juszczak, Jan Święch, Andrzej Koss, Krzysztof Droba, Jacek Rogala, Krzysztof Baculewski, prof. Antoni Wit, Anna Staniszewska, Aleksander Kociszewski, Romuald Witkowski, Ryszard Michalski, Wiesława Bogurat

Niestety wydawcy i producenci w znikomym stopniu realizują swój obowiązek wpłacania należności na rzecz Funduszu Promocji Twórczości. Natomiast Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, oraz Urzędy Skarbowe które mają prawo kontrolować stan rozliczania się wydawców i producentów z Funduszem nie wykazują szczególnej aktywności by ten stan rzeczy zmienić. Zdaje się iż Fundusz istnieje tylko dlatego, że ustawa tak stanowi, ale nikomu na nim nie zależy. Między innymi dlatego obecnie postuluje się zlikwidowanie Funduszu Promocji Twórczości. Zamierzenie takie potwierdził w lipcu 2006 wieceminister w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego na spotkaniu z Radą Polskiej Izby Książki.

niedziela, listopada 19, 2006

Publikowanie fotografi archiwalnych cz.2

czasowe ograniczenia ochrony prawno-autorskiej

Podstawowe znaczenie dla określenia granic czasowych ochrony prawno-autorskiej przedwojennego utworu fotograficznego mają pierwsze dwa punkty art. 36 UPA. W myśl tego przepisu prawa autorskie gasną wraz z upływem lat siedemdziesięciu od śmierci twórcy, lub od daty pierwszego rozpowszechnienia. Rozpatrzmy więc oba przypadki w świetle naszego tematu. Dysponując fotografią musimy ustalić, czy znany jest nam twórca, czyli autor zdjęcia. Dla ustalenia autora szczególnie istotne mogą być informacje umieszczone na fotografii. Podam więc kilka przykładowych sposobów oznaczania zdjęć przez autorów.

a) pieczątka indywidualna fotografa (przykład 2.1)


b) oznaczenie na papierze fotograficznym lub tekturze. Tego typu oznaczenie występuje w kilku formach. Po pierwsze może to być tekturka indywidualna zakładu fotograficznego na której naklejony jest papier fotograficzny ze zdjęciem. Taka technika była popularna szczególnie pod koniec XIX i w pierwszym dziesięcioleciu XX wieku. Oznaczenie może być też wydrukowane na indywidualnym papierze fotograficznym. W takim przypadku oznaczenie znajduje się na rewersie zdjęcia. Kolejną formą może być oznaczenie wytłoczone na tekturze stanowiącej passepartou zdjęcia (przykład 2.2)


c) oznaczenie przyklejone do fotografii. Stanowi je osobna wizytówka, lub karta papieru z oznaczeniem fotografa.

d) opisanie zdjęcia. Najczęściej spotykaną formą oznaczenia autorstwa jest adnotacja w formie "fot. A. Kowalski".

Poza wskazanymi przykładami istnieją także inne możliwości ustalenia autora zdjęcia. Autorstwo fotografii można przypisać na podstawie kontekstu w jakim zostało osadzone. W szczególności będzie to pozycja w ramach większej ilości fotografii oznaczonego autora. Może to być także ustalenie autorstwa na podstawie opublikowanego albumu. Należy bowiem pamiętać, że może istnieć kilka odbitek tej samej fotografii. Należy przyjąć iż każda metoda pozwalająca ustalić autora jest przydatna.

Jeśli natomiast nie znamy autora, należy ustalić datę pierwszego rozpowszechnienia. Bieg terminu wygaśnięcia praw autorskich liczy się od końca roku w którym rozpowszechniono utwór. Powszechną praktyką jest, że zdjęcia wywołuje się w krótkim czasie po ich wykonaniu. Można więc w razie wątpliwości przyjąć iż datą pierwszego rozpowszechnienia jest data wykonania zdjęcia. Wydaje się, że ten sposób ustalenia daty pierwszego rozpowszechnienia będzie najpowszechniejszy. Niemniej można sobie wyobrazić inne okoliczności (takie jak np. opis w albumie, położenie zdjęć w archiwum względem innych dokumentów z oznaczoną datą, fotografia z balu sylwestrowego) które pozwolą ustalić inną datę pierwszego rozpowszechnienia, niż rok wykonania zdjęcia. Dla określenia daty wykonania zdjęcia można posłużyć się w szczególności

a) identyfikacją na podstawie opisu zdjęcia. Szczególnie pomocne są tu zdjęcia opisane datą wykonania. (przykład 3.1) Może być to także opis wspominający szczególne wydarzenie jak np. zaprzysiężenie prezydenta, czy 40 rocznica koronacji


b) identyfikacja na podstawie przedmiotów, postaci występujących na zdjęciu, czy okolicznościach jego wykonania. Na tej podstawie najłatwiej określić rok wykonania zdjęcia jeśli znajduje się na nim przedmiot opisany datą. W szczególności będzie to tablica pamiątkowa (przykład 3.2), lub puchar, czy dyplom.
Jednak brak takiego przedmiotu nie przesądza o niemożliwości ustalenia daty wykonania zdjęcia. Czasem gdy ustalenie daty wykonania wydaje się wręcz nieprawdopodobne, wcale nie oznacza to iż jest to niemożliwe. Dla zilustrowania problemu posłużę się przykładem.


Zdjęcie 3.3 przedstawia anonimową z pozoru grupę żołnierzy. Dokładna analiza oznaczeń na kołnierzach, identyfikacja personaliów osób siedzących w pierwszym rzędzie, stopni wojskowych w chwili wykonania zdjęcia i odznaczeń jakie noszą pozwala stwierdzić iż zdjęcie zostało wykonane 3 września 1928 roku w trakcie promocji V rocznika Oficerskiej Szkoły Inżynierii.

Należy jednak pamiętać, że samo ustalenie daty pierwszego rozpowszechnienia zdjęcia w przypadku braku informacji na temat autora nie daje możliwości swobodnego publikowania zdjęć. Należy się liczyć z ograniczeniem jakie podałem w części pierwszej tego tekstu. Chodzi o zdjęcia odtwarzające inny utwór, którego autor jest znany. W takim przypadku czas ochrony należy liczyć od daty śmierci autora utworu uwiecznionego na zdjęciu, a nie od dat związanych z autorem, czy rozpowszechnieniem zdjęcia jako takiego. Jeśli nie jest znany autor utworu prezentowanego na zdjęciu czas ochrony liczyć będziemy od dat związanych z fotografią na której jest widoczny. Nie ma bowiem możliwości by na zdjęciu znalazł się przedmiot wykonany później niż samo zdjęcie.

W dniach 15-16 listopada odbyła się w warszawskim hotelu Sofitel konferencja pt. "Nowe technologie, a ochrona praw własności intelektualnej" zorganizowana przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Na konferencje złożyły się trzy panele każdy z nich poświęcony innemu segmentowi rynku. W trakcie pierwszej debaty dyskutowano na temat rynku utworów drukowanych w zderzeniu z nowymi technologiami. Na szczególną uwagę zasłużyła prezentacja Stiga Forlaga, dyrektora generalnego najstarszego duńskiego wydawnictwa Gyldendal Forlag (o pozycji zbliżonej do PWN w Polsce), który bardzo rzeczowo i nie unikając trudnych pytań przedstawił sytuacje wydawnictw prasowych i książkowych. Wszyscy uczestnicy zdawali się świadomi konieczności dostosowania do nowych realiów technik marketingowych. Dziwić może sceptycyzm dyskutantów w stosunku do elektronicznego papieru, która to postawa przyczyniła się do pominięcia tego tematu w dyskusji. Ciekawy, choć dość ograniczony okazał się wkład przedstawiciela Google Book Search - Jansa Redmera, który zaprezentował jak dzięki tej nowej usłudze można pogodzić interesy konsumentów (czytelników) i producentów (wydawców).
Dosyć zachowawcze stanowisko przedstawił Maciej Hoffman z Izby Wydawców Prasy, dziwić mogły zwłaszcza jego wypowiedzi dotyczące wtórnego obiegu prasy, w szczególności za teza, że miesięczniki i tygodniki nie tracą na wartości wraz z upływem czasu(to małe wtrącenie nie wiązało się jednak zasadniczo z tematem konferencji).

Podczas drugiego panelu skoncentrowano się na rynku oprogramowania komputerowego, nie dało się więc uniknąć dyskusji na temat DRM i open source. Wśród panelistów znaleźli się gorący orędownicy obu opcji, słuchacz jednak nie mógł oprzeć się wrażeniu, ze spór jest w sumie bezprzedmiotowy, gdyż wszyscy twierdzili, ze oba systemy nie mają się wykluczać, a mają współistnieć.

Ostatniego dnia natomiast zajmowano się przyszłoscia rynku muzycznego. Interesującą prelekcje w amerykańskim stylu wygłosił Ted Shapiro z Motion Picture Association, a Maria Rorbye Ronn omówiła zagadnienie współczesnych mediów interaktywnych i zadań jakie stawiają przed prawodawcami. Wśród zaproszonych gości znalazł się tez Aleksander Tarkowski koordynator Creative Commons Pl, również ten temat był parokrotnie poruszony w debacie.

Na uwagę zasługuje też udział Justyny Kurek z UOKiK, która choć nie będąc prelegentem, wielokrotnie brała na siebie rolę reprezentanta interesów konsumenta w prowadzonych dyskusjach.

Gdyby pokusić się o jeden wniosek płynący z tych dwóch wyczerpujących intelektualnie dni, to byłoby nim zapewne stwierdzenie, że nowoczesne technologie to nie ekspozycja na wystawie w poświeconym przyszłym osiągnięciom technicznym muzeum, ale nasza codzienność. Dlatego też przedsiębiorcy muszą zgodnie z nieubłaganymi regułami rynku albo pogodzić się z ich istnieniem i odpowiednio zmodyfikować swoją działalność albo wyginąć niczym dinozaury robiac miejsce innym, lepiej przygotowanym na tę nową rzeczywistosć.

Szczegółowy plan konferencji oraz listę zaproszonych gości można znaleźć na stronie http://www.mkidn.gov.pl/website/index.jsp?catId=483 , tam tez powinny pojawic sie materiały pokonferencyjne.

sobota, listopada 18, 2006

Publikowanie fotografi archiwalnych cz.1

Punktem wyjścia do opracowania tego tematu jest zdarzenie, które w praktyce występuje niezmiernie często, ale którego okoliczności prawne są dla mnie niejasne. Chodzi o możliwość publikowania przedwojennych zdjęć, przez osoby nie będące ich autorami. W licznych czasopismach i innych publikacjach poruszających tematy historyczne pojawiają się jako ilustracja przedwojenne zdjęcia. Powstaje więc pytanie, czy zdjęcia te chronione są prawami autorskimi, a jeśli tak to w jakim zakresie. Czy osoba posiadająca odbitkę przedwojennej fotografi może umieścić ją jako ilustrację w swojej książce, lub artykule? Na pytania związane z tymi problemami postaram się udzielić odpowiedzi w poniższym tekście.

przedmiot ochrony prawno-autorskiej
Pierwszą czynnością jaką należy podjąć jest ustalenie czy prezentowana fotografia jest utworem w rozumieniu ustawy o prawie autorskim i w związku z tym, czy podlega ochronie. Zgodnie z art.1 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych z 4 lutego 1994 r. (dalej UPA) fotografia jest utworem, jeśli stanowi "przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze". Nie może to być więc dowolna fotografia, a jedynie taka do stworzenia której wymagana była praca koncepcyjna fotografa. Rozpatrzmy więc trzy przykłady na podstawie których postaram się zobrazować które zdjecia można uznać za objęte ochroną UPA.



Fotografia 1.1 przedstawia grupę żołnierzy konnych na tle monumentalnego budynku. Żołnierze ustawieni są w szeregu, z szalbami na ramieniu. Wyeksponowany jest także proporczyk. Zdjęcie bez wątpienia dowodzi umiejętności artystycznych jego autora. Zamysł i temat fotografi są dostrzegalne z łatwością. Uznanie jej za utwór w rozumieniu UPA nie powinno budzić większych wątpliwości.



Fotografia 1.2 prezentuje grupę żołnierzy ustawionych przed i na postumencie. Inaczej niż przy poprzedniej fotografii nie można tu mówić o szczególnej oryginalności. Także motyw dwóch żołnierzy na postumencie nie stanowi kwintesencji artyzmu. Niemniej jednak widać zamysł autora związany z użyciem pustego postumentu. Z tego też względu należało by uznać, że fotografia ta jest utworem w rozumienu UPA. Negatywna ocena artystyczna nie może być bowiem przesłanką pozbawiającą pracę miana utworu.



Ostatnia fotografia 1.3 prezentuje żołnierza wbijającego młotkiem metalowy klin. Sporą część kadru stanowią plecy jednego z uczestników zajścia. Czynność wykonywana przez bohatera jest niemal niewidoczna i umieszczona w marginalnym miejscu kadru. Należy więc uznać, że jest to fotografia wykonana tylko i wyłącznie w celu uwiecznienia jakiejś okoliczności. Zdjęcie jest zwykłym odbiciem rzeczywistego obrazu i nie uwidacznia się w nim żadna koncepcja autora. Z tego względu nie można jej uznać za utwór w rozumieniu UPA. Jako taka nie podlega ochronie prawno-autorskiej.

Na podstawie tego co udało się ustalić, można stwierdzić iż ochronie podlegać mogą jedynie te fotografie które stanowią utwór w rozumieniu UPA. Pewną wskazówkę rozszerzającą ten zakres przedmiotowy daje wyrok Sądu Najwyższego z 25 maja 1973 (OSNC 1974/3/50). Stwierdza on iż:
"Utwór artystyczny staje się przedmiotem prawa autorskiego już wtedy, kiedy następuje jego ustalenie, tj. gdy przybierze jakąkolwiek postać, choćby nietrwałą, jednak o tyle stałą, żeby treść i cechy utworu wywierały efekt artystyczny.
Kompozycje z kwiatów odpowiadają temu wymaganiu. Dlatego niedozwolone jest ich odtwarzanie bez zgody autora, m.in. sposobem fotograficznym, do innego użytku niż własny użytek osobisty, a w szczególności - do użytku związanego z osiągnięciem korzyści materialnej."

Zgodnie z interpretacją zawartą w tym wyroku ochroną prawno-autorską objęte były by także te zdjęcia, które reprodukują utwór w rozumieniu UPA. Stanowisko takie wydaje się być bardzo wątpliwe. Dla uzasadnienia mojej krytycznej opinii posłużę się przykładem. Kazimierz Satora w swojej książce "Opowieści wrześniowych sztandarów" (Warszawa 1990) publikuje fotografię sztandaru 1 Dywizjonu Pomiarów Artyleryjskich (fot.265 na wkładce po str.368) w dniu jego wręczenia 19 czerwca 1938 roku. Sztandar ten stanowi utwór prawa autorskiego, którego data ustalenia przypada na 1938 roku. Tak więc nie został wyczerpany siedemdziesięcioletni okres ochrony. W myśl orzeczenia Sądu Najwyższego publikacja tej fotografii stanowi naruszenie prawa autorskiego, autora sztandaru. Tymbardziej, że ze względu na temat książki w której zdjęcie zostało opublikowane, nie ulega wątpliwości iż autorowi chodziło o wyeksponowanie na zdjęciu właśnie sztandaru 1 Dywizjonu Pomiarów Artyleryjskich. W mojej opinii tak daleko posunięta ochrona wydaje się być przesadna. Szczęśliwie przy omawianiu problematyki zdjęć przedwojennych, problem ten nie ma tak wielkiego znaczenia ze względu na czasowe ograniczenia ochrony przyznawanej przez UPA.

wtorek, listopada 07, 2006

Dostaliśmy dziś na pocztę blog'ową maila od gdańszczanina GDS - dzięki za zainteresowanie naszą działalnością! :) O wszelkich nowościach oraz wydarzeniach w Kole będziemy informować na stronie... A wszystkim polecamy uwadze blog GDS: www.hiperblog.blogspot.com

poniedziałek, listopada 06, 2006


Pokolenie JP2 nie będzie znakiem towarowym - orzekł Urząd Patentowy Rzeczpospolitej Polskiej. Odmówił rejestracji znaku firmie z Poznania, która chciała produkować m.in. dezodoranty.

Spółka ubiegała się o prawa ochronne w stosunku do towarów takich jak: dezodoranty, odzież sportowa, biżuteria, gry planszowe, kawa i napoje na bazie herbaty. Wiceprezes firmy Paweł Rydzyński zapowiedział, że nie będzie walczył o znak. Wyraził też nadzieję, że żaden podmiot nie otrzyma takiego patentu w przyszlości.

Tymczasem Marta Czyż, dyrektor departamentu badań znaków towarowych tłumaczy, że Urząd Patentowy uwzględnił przede wszystkim wyraźny sprzeciw społeczny. Głos w tej sprawie zabrało wiele organizacji środowiskowych, nie tylko katolickich.

Akcję protestacyjną zainicjowało Centrum Duszpasterstwa Młodzieży w Lublinie. Zebrało przeciw rejestracji kilka tysięcy podpisów. (bart)

Informacja za Wirtualną Polską. (link)

niedziela, listopada 05, 2006

Okrzyk znakiem towarowym

“Let’s get ready to Rumble!”
Ten okrzyk zna na pewno każdy,kto choć trochę interesuje się boksem zawodowym. W dość swobodnym tłumaczeniu oznacza : “Przygotujmy się na wielki łomot!”. Z całą pewnością ta fraza nie zrobiłaby, tak wielkiej furory, gdyby nie jej twórca-spiker, konferansjer, mistrz ceremonii, 62-letni Michael Buffer. Wypowiada ją w charakterystyczny sposób (przedłuża samogłoski L G M).Niepowtarzalny głos i świetny wygląd sprawia, że w tej profesji nie ma sobie równych. Występuj tylko na najlepszych walkach bokserskich. Okrzyk zawsze podnosi adrenalinę wśród publiczności i obok samej walki jest największą atrakcją sporowego widowiska. Buffer słusznie postanowił dokonać rejestracji znaków towarowych “LGRTR!"® i “Ready to Rumble”® w Amerykańskim Urzędzie Patententów i Znaków Towarowych.

Jego głos (czyt. LGRTR) słychać na albumie Jock Jams, Volume1. Wystąpił w filmie "Rocky V". Postać Buffera (który stał się ikoną amerykańskiej pop kultury) zobaczymy w kreskówkach: “SouthPark“ i “The Simpsons”. Pojawił się w najbardziej znanych amerykańskich talk-show. Stworzył linie towarów Bufferzone (czapki, koszulki, breloczki z logiem “LGRTR” i grę RumblePoker). Reklamował piwo Budweiser i Pepsi. Zawarł umowę licencyjną, upowżniającą m.in. do używania znaków towarowych, z firmami produkującymi zabawki “Rumble Robots” i grę komputerową “Ready 2 Rumble boxing”.To tylko niektóre z wielu jego przedsięwzięć.

Michael Buffer ostatnio występuje również na innych imprezach sportowych: meczach NHL, NBA, bejsobolu. Amerykanin karierę rozpoczął w latach 80-tych. Sam jest autorem okrzyku i przyznaje, że jego wymyślenie zajęło mu sporo czasu (pierwotna wersja była inna).Często też go modyfikuje w zależności od widowiska np.”Let’s get ready for racing”. Za jeden występ przeciętnie inkasuje od 15 do 25 tysięcy $.To niewiele w porównaniu z tym ile pieniędzy przyniosły przedsięwzięcia i towary ze znakiem “LGRTR®"-ponad 400.000.000 $ od 1999 r. Jego brat Bruce, który jest szefem spółki The Buffer Partnership,ciągle spotyka się z przypadkami naruszania ich praw autorskich i prawa ochronnego na znak towarowy:
"Przeciwdziałamy każdemu nadużyciu. Gdy okaże się, że ktoś to robi- żądamy zaprzestania takich praktyk. Staramy się zawrzeć ugodę, która kosztuje drugą stronę z reguły kilkaset tysięcy dolarów. Jeżeli nie wyrażają na to zgody -występujemy na drogę sądową”.
W przeszłości The Buffer Partnership pozywało m.in. Columbia Pictures, New Line Cinema, Oliver North i klub hokejowy z Luisiany.

Oto link do oficjalnej strony Michaela Buffera. Można tam usłyszeć jak wypowiada “Let’s get ready to Rumble!”
źródła;
secondsout.com(Thomas Hauser)
letsrumble.com

Żołnierz poeta

Już po północy, więc mogę pisać. Obchodzimy dziś osobliwą rocznicę. Mianowicie dwa lata temu Minister Obrony Narodowej Janusz Zemke wydał rozporządzenie "w sprawie trybu udzielania żołnierzom w czynnej służbie wojskowej zezwoleń na rozpowszechnianie rezultatów ich działalności naukowej, literackiej, artystycznej lub publicystycznej, zawierających informacje niejawne". Rozporządzenie to odnosi się do takich przypadków w których utwór wykonany przez żołnierza w służbie czynnej, zawiera informacje niejawne. Z przyczyn oczywistych utwór taki nie może być rozpowszechniony. Co jednak począć, jeśli żołnierz chce podzielić się swoim utworem z szerszą publicznością? W takim wypadku należy zwrócić się do Ministra Obrony Narodowej o zgodę na publikację tego utworu. Podmiotami uprawnionymi do wnioskowania o taką zgodę są
- żołnierz w służbie czynnej, będący autorem utworu
- dowódca jednostki w której służy autor
- redaktor naczelny czasopisma mającego zamiar opublikować utwór
- wydawca mający zamiar opublikować utwór
- przedsiębiorca (zapewne chodzi o właściciela autorskich praw majątkowych, lub przedsiębiorcę mającego zamiar takie prawa nabyć)

Ze względu na ograniczenia w dostępie do informacji niejawnych wydaje się, że wnioski najczęściej powinny wpływać od dwóch pierwszych podmiotów. We wniosku poza określeniem wnioskodawcy należy podać miejsce służby autora (jednostka, lub jednostka organizacyjna w ramach struktur Wojska Polskiego). Należy także określić o jaki utwór chodzi i które jego elementy zawierają informacje niejawne. Ostatecznie należy wskazać na sposób i warunki rozpowszechniania utworu.

Wniosek składa się co prawda do Ministra Obrony Narodowej, lecz na ręce jego pełnomocnika do spraw ochrony informacji niejawnych. Opiniuje on wniosek i przekazuje Ministrowi w terminie 30 dni. Minister podejmuje ostateczną decyzję w ciągu 90 dni od daty złożenia wniosku. Tak więc na podjęcie decyzji ma conajmniej 60 dni. Decyzja może polegać na wydaniu zezwolenia na rozpowszechnienie utworu, bądź na odmowie wydania takiego zezwolenia. Decyzja jest przekazywana nie tylko autorowi, ale także pełnomocnikowi Ministra do spraw ochrony informacji niejawnych. W przypadku gdy wnioskodawcą nie był autor, decyzję otrzymuje także wnioskodawca.

Rozporządzenie zostało wydane 5 listopada 2004 r. Opublikowane zostało w Dzienniku Ustaw z 18 listopada 2004 r. i weszło w życie 3 grudnia 2004 r. Treść rozporządzenia zapisana w formacie PDF dostępna jest na stronie Sejmu.

Czytając to rozporządzenie zacząłem się zastanawiać czy popularne przed wojną żurawiejki przypadkiem nie ujawniały informacji niejawnych? (link)

czwartek, listopada 02, 2006

Rewolucja
informacyjna



Tylko częściowo
- ale jednak związane z IP


"Rewolucja informacyjna - otwarte standardy wymiany informacji" - taki tytuł nosi organizowana 8 listopada 2006 r. (środa) konferencja, która odbędzie się w Sali Kolumnowej Sejmu RP w Warszawie. Jej celem jest przedstawienie idei otwartych standardów oraz zapoczątkowanie debaty na ich temat.

Więcej na stronie:
http://7thguard.net/news.php?id=5321

środa, listopada 01, 2006


Wikipedia toleruje naruszanie praw autorskich

Czy Wikipedia łamie prawa autorskie?

Punktem wyjścia do napisania tego tekstu był przypadek plagiatu jaki popełniono w Wikipedi na mojej pracy pod tytułem "Struktura i system kształcenia jazdy i kawalerii w II RP". Miałem przy tej okazji szansę prześledzić jak w praktyce wygląda ochrona praw autorskich w Wikipedii. W drugiej połowie 2005 roku użytkownik Wikipedii podpisujący się psełdonimem Buli, skopiował istotny fragment treść mojej pracy i umieścił ją pod hasłem "Centrum Wyszkolenia Kawalerii" (link). Ten sam użytkownik skopiował istotny fragment mojego artykułu "Szkoła Podchorążych Sanitarnych" i umieścił go pod hasłem "Centrum Wyszkolenia Sanitarnego" (link). Użytkownik Buli nie umieścił nawet oryginalnych tekstów w bibliografi haseł.

Zgłoszenie zauważonego plagiatu spotkało się z natychmiastową i bardzo życzliwą reakcją użytkownika lotan. Niejako reprezentując Wikipedię podjął korespondencję i starał się pomóc w rozwiązaniu problemu. Jednak reakcją na informację o tym, że dwa artykuły są plagiatami nie było ich usunięcie. Zostały one jedynie oznaczone jako teksty podejrzane o naruszenie praw autorskich. W praktyce oznaczenie takie nic nie zmienia, bowiem nadal dochodzi do naruszenia praw autorskich.

Jaki jest zakres naruszeń?

Zobaczmy jaki był zakres tych naruszeń. Pierwszą i najistotniejszą kwestią była ingerencja w autorskie prawa osobiste, czyli uznanie autorstwa. Każde hasło posiada osobną kartę z listą autorów. Na karcie obu haseł, jako autor skopiowanego tekstu, wymieniony jest użytkownik Buli. (link1) (link). Informacja ta nie została skorygowana po dziś dzień. Domyślam się, że wynika to z ograniczeń technicznych samego systemu stron Wikipedii. Widać więc, że przy jego projektowaniu nie pomyślano o możliwym naruszeniu praw autorskich; a przez następne pięć lat istnienia serwisu nie zadano sobie trudu by ten błąd poprawić.

Drugi poważny problem dotyczy autorskich praw majątkowych. Hasła umieszczone są na stronie bez zgody ich właściciela. Jednak znacznie bardziej niebezpieczne jest to, że Wikipedia udostępnia je na szczególnej licencji. Zezwala ona na kopiowanie treści z zastrzeżeniem iż pochodzą z Wikipedii. W efekcie może się okazać, że osoba trzecia, zachęcona taką licencją, opublikuje treść z której autor chciał by czerpać korzyści na podstawie autorskich praw majątkowych. Co więcej, wobec niemożności wykrycia sprawcy plagiatu (problem zostanie opisany dalej), istnieje możliwość skopiowania treści na strony Wikipedii, a następnie opublikowania ich na licencji Wikipedii. W ten sposób nieuczciwy wydawca mógłby zmniejszyć swoją odpowiedzialność wobec właściciela autorskich praw majątkowych.

Czy da się wykryć autora naruszeń?

Pytanie to zostało postawione użytkownikom listy dyskusyjnej Wikipedii w związku z ze sprawą omawianych haseł. Odpowiedzi udzielił użytkownik Juliusz (link)

"Zachowanie się wikipedysty, czerpiącego jak ze swojego - z cudzych
tekstów jest ze wszech miar naganne i godne potępienia. Niestety jednak
jedyne, co możemy mu zrobić, to wkleić {{test-NPA}} na stronę dyskusji,
a w najgorszym razie zablokować mu dostęp do edytowania wikipedii. Żaden
z tych ruchów jednak nie jest trwały, bo on może to nasze ostrzeżenie
najzwyczajniej w świecie zignorować, a edytować po zblokowaniu może z
innego IP i/lub pod innym nickiem do woli."

Co prawda część użytkowników podpisuje się swoim imieniem i nazwiskiem, to jednak większość pozostaje anonimowa i tworzy pod psełdonimami. Jedyne informacje jakie udało mi się znaleźć na temat Buli, pochodziły z jego karty użytkownika (link). Dowiedziałem się, że jest historykiem i ma dwójkę dzieci. Niestety nie jest to wystarczająca wiedza, żeby go zidentyfikować. Gdybym więc chciał, nie był bym w stanie wyciągnąć konsekwencji wobec sprawcy naruszeń. Zastanawiało mnie więc, czy Wikipedia wyciągnie konsekwencje wobec wirtualnego Buli. Jak się okazało nie poniósł ona żadnych konsekwencji. Pomimo iż możliwe było zablokowanie konta nie skorzystano z tej możliwości. Wydaje się, że choćby dla celów wychowawczych warto napiętnować takie zachowania jakich dopuścił się użytkownik Buli. Najwyraźniej Wikipedia zadowoliła się oświadczeniem umieszczonym na karcie użytkownika, w którym Buli napisał (link)

"Ogłaszam wycofanie się z Wikipedii, gdyż wielokrotnie naruszyłem NPA, czyli jedną z podstawowych zasad Wiki. Dla początkujących wikipedystów daję radę, żeby tego nie robili, gdyż prawda wcześniej czy później i tak wyjdzie na jaw. Powodzenia dla pozostałych!!! Buli."

(NPA - naruszenie praw autorskich)

Sprawa jednak przycichła i niecały tydzień później oświadczenie zniknęło z karty użytkownika (link). Czy spowodowało to jakąś reakcję ze strony Wikipedii? Nie! W ten sposób użytkownik Buli zrozumiał, że naruszanie praw autorskich nie budzi aż tak wielkiego zainteresowania i pomimo deklaracji wrócił do edycji haseł na Wikipedii (link). W niecały miesiąc po wycofaniu się ze względu na naruszenia praw autorskich umieścił na swojej karcie użytkownika link do strony z której wynika, że to on jest autorem tekstów które w istocie są plagiatami (link). Czy spotkało się to z reakcją ze strony Wikipedii? Nie! Reakcji tej brak, pomimo iż wszystkie te informacje umieszczone są na stronach Wikipedii.

Co dalej?

Żeby prześledzić co dzieje się z plagiatem na stronach Wikipedii, kiedy już zostanie wykryty zdecydowałem się dwa odmienne kroki w stosunku do wspomnianych tekstów. W przypadku hasła "Centrum Wyszkolenia Sanitarnego" wyraziłem zgodę na jego publikację na stronach Wikipedii. W przypadku hasła "Centrum Wyszkolenia Kawalerii" zgody takiej nie wyraziłem. Jak potoczyły się sprawy?

"Centrum Wyszkolenia Kawalerii" (link)
Wyrażenie zgody na publikację nie oznaczało, bo oznaczać nie mogło zrzeczenia się autorstwa tekstu. Pomimo tego na stronach Wikipedii to użytkownik Buli nadal widnieje jako autor tekstu (link). W zasadzie poza pozyskaniem mojej zgody na publikację Wikipedia nie zrobiła nic, aby choćby zmniejszyć zakres naruszenia. Co więcej, zdjęto informację o naruszeniu praw autorskich. Można by więc wnioskować, że na Wikipedii utożsamia się prawa autorskie jedynie z majątkowymi prawami autorskimi zapominając o równie istotnych prawach osobistych autora.

"Centrum Wyszkolenia Kawalerii" (link)
Pomimo braku zgody na publikację mojego tekstu do dziś znajduje się on na stronach Wikipedii, a jego autorstwo przypisane jest użytkownikowi Buli (link). Sytuację taką nie można nazwać inaczej niż skandalem. Szczególnie wobec technicznej możliwości usunięcia tekstu pochodzącego z mojej pracy.

W efekcie okazuje się, że pomimo podniesienia problemu naruszenia praw autorskich Wikipedia ograniczyła się do pozyskania odemnie zgody na publikację fragmentu ze skopiowanych tekstów. Nie zaniechano naruszania prawa do autorstwa. Nie zaniechano naruszania autorskich praw majątkowych w stosunku do treści na publikację których nie wyraziłem zgody. Nie wyciągnięto konsekwencji wobez użytkownika, który dopuścił się plagiatu. Jedyny wniosek jaki może płynąć z takiego zachowania, to podejrzenie że Wikipedia toleruje naruszanie praw autorskich.

Co na to użytkownicy Wikipedii?

Jak już wspomniałem problem o którym piszę został poruszony na liście dyskusyjnej Wikipedii (link). Całość tekstu dyskusji można przeczytać pod wskazanym adresem. Można się z niej dowiedzieć sporo na temat podejścia użytkowników Wikipedii do kwestii praw autorskich. Nie oceniając postaw pozostawiam sam link. Oceńcie sami.

Zachęcona informacjami o tzw. INCOTERMS (international commercial terms - każdy prawnik powinien wiedzieć o czym piszę, ale student 4 roku prawa UG wie to na pewno!), zajrzałam na stronę Międzynarodowej Izby Handlowej (International Chamber of Commerce - ICC z siedzibą w Paryżu). Co prawda wspomniane formuły handlowe nie dotyczą dostaw przedmiotów niematerialnych (np. programów komputerowych), jednakże w zakresie zainteresowań Izby pozostają zagadnienia związane z własnością intelektualną. Na oficjalnej stronie można znaleźć szereg artykułów i opracowań na ten temat. Polecam uwadze m.in.: "Current and emerging intellectual property issues for business - a roadmap for business and policy makers", "ICC reports lead the way on gathering C& intelligence", "ICC Guidelines on Marketing and Advertising using Electronic Media".